WODA NA RUKS-MŁYN

WODA NA RUKS-MŁYN

Postanowiłam wrócić do dawnych rutynowych działań i przygotować dla Was pełną relację z naszej mikrowyprawy w okolice Obornik. Pojawiliśmy się tutaj już tydzień wcześniej – wtedy celem wycieczki był rezerwat Świetlista Dąbrowa. Ostatecznie nie udało nam się do niego dotrzeć – rozproszyły nas inne atrakcje na trasie – leśniczówka Daniele, wigwam, wybieg koników polskich (choć samych zwierząt nie udało nam się zobaczyć:)), głaz narzutowy i… grzyby. Później przypadkowo natrafiliśmy na malowniczy Ruks-Młyn, do którego bardzo chciałam wrócić. Miałam wrażenie, że musimy się mu bliżej przyjrzeć. Dziś pojechaliśmy tam ponownie i okazało się, że przeczucie mnie nie myliło:).

Niemal wszystkie zabudowania znajdujące się w osadzie Ruks – Młyn są wpisane do rejestru zabytków. Stare zabudowanie pięknie komponują się z zielenią. Na wjeździe do miejscowości postawiono tablicę, która informuje, że działa tutaj ‘salka historyczna’, nie znalazłam żadnych informacji potwierdzających możliwość wstępu na teren działki. Podczas naszej wizyty odwiedziliśmy ruiny młyna wodnego, znajdującego się po drugiej stronie drogi. Widok elementów jego mechanizmu, w tym dzikim otoczeniu, stanowił pewne zaskoczenie. Ale nie była to ostatnia niespodzianka, która czekała na nas dzisiaj.

Następnie skierowaliśmy nasze kroki w kierunku mostu nad Samicą (szkoda, że szpeci tak ładne otoczenie) i skręciliśmy w lewo, decydując się na spacer w górę rzeki. Już po chwili znaleźliśmy się na „plaży”, tuż obok pozostałości po pierwszej zaporze. To piękne miejsce – spędziliśmy tutaj sporo czasu. Jest raczej płytko, dzieci bawiły się w woderach (zbierały patyki, liście, biegały, skakały). Był moment, kiedy żałowałam, że nie mogę realnie przyłączyć się do nich, że mogę tylko obserwować ich stojąc na brzegu. Kto wie, może któregoś dnia również zdecyduję się na wejście do wody;)

Później kontynuowaliśmy przechadzkę wzdłuż rzeki – na początku wyszliśmy na otwartą przestrzeń, potem poruszanie się wzdłuż rzeki było utrudnione. Podeszliśmy do niej kilkukrotnie – dzięki temu zobaczyliśmy ślady działalności bobrów oraz ruiny drugiej zapory. W pewnym oddaleniu od Samicy natrafiliśmy również na niesamowity twór – zrośnięte drzewa, których pnie tworzyły coś w rodzaju wielkiej „dziupli”. Nigdy wcześniej nie widziałam czegoś podobnego. Warto zaznaczyć, że w ich bezpośrednim sąsiedztwie rosną drzewa mocno nadgryzione przez bobry, zachowajcie więc ostrożność.

Uważam, że wcześniejsze przygotowanie się do wyprawy umożliwia bardziej świadome zwiedzanie – ryzyko, że ominie się jakieś ciekawe miejsce jest wtedy znacznie mniejsze… Z drugiej jednak strony trudno bardzo cenię te momenty, kiedy rzeczywiście coś „odkrywamy”, nie mierzymy się z wcześniejszymi oczekiwaniami. Tak było, gdy niespodziewanie natrafiliśmy w środku lasu na grobowiec rodziny Golischów, a właściwie Goliszów – byłych właścicieli majątku Ruks-Młyn.

Później nasz spacer przerodził się w grzybobranie. Nie planowaliśmy tego. Nie wiem, jak sobie poradzimy z zapasami z tego roku, ale kiedy Gee zarządza zbiórkę, niewiele możemy zdziałać:P. Zresztą… Bee bardzo mu z tym temacie nie ustępuje. Od jakiegoś czasu zabieram z nami do lasu na wszelki wypadek płócienną torbę. Nie zawsze jednak znajduje zastosowanie – Gee woli zbierać grzyby do swojego kaptura w kurtce:).

Później zdecydowaliśmy się na dojazd do Stobnicy – bardzo zależało nam na zobaczeniu kontrowersyjnej realizacji – nowo budowanego zamku. Z daleka jego rozmiary przedstawiały się co najmniej… IMPONUJĄCO. Gdy podjechaliśmy bliżej okazało się, że teren jest ogrodzony, obiekt znajduje się stosunkowo daleko, za drzewami, w niektórych miejscach widok zasłaniają wysokie wały ziemne.

W pobliżu znajduje się ścieżka przyrodnicza Dolina Kończaka. Przyznaję, że nieco nas rozczarowała, jeśli chodzi o walory przyrodnicze, ale dzieciom i tak się podobało – mieliśmy okazję zobaczyć koniki polskie w zagrodzie.

Jako ostatni punkt naszej wycieczki, obraliśmy spontanicznie zamek Obrzycko (kierujcie się na ulicę Zamkową – nawigacja poprowadziła nas początkowo błędnie do zabudowań gospodarczych). To ciekawy obiekt podlegający UAM, położony bezpośrednio nad Wartą.

 

Informacje praktyczne:

 

 

Dojazd: z Poznania zajął nam około godzinę, poniżej znajdziecie przyciski umożliwiające nawigację do konkretnych punktów:

 

 

 

 

Nie mam dla Was konkretnych wskazówek dojazdu, jeśli chodzi o zamek w Stobnicy. Załączam jednak mapkę, aby pokazać Wam skalę inwestycji:

 

 

Obiad zabraliśmy ze sobą. Niestety nie mam wiedzy o punktach gastro w pobliżu.

 

Wózek: w okolicach osady Ruks-Młyn poruszaliśmy się głównie poza wydeptanymi szlakami, ale jak najbardziej istnieje możliwość poruszania się po drogach leśnych. Jeśli po opuszczeniu „plaży” skręcicie w prawo, a potem w lewo, po jakimś czasie dotrzecie do grobowca.

 

 

Daria Panek-Płókarz

Jestem mamą czteroletniego Gee i dwuletniej Barbie. Lubię tapasy, piesze wędrówki, spływy kajakowe, Iris Apfel i Suwalski Park Krajobrazowy. W 2018 roku dodałam do tej listy prowadzenie bloga;). Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, zachęcam również do obserwowania Poznańskiej Spacerówki na Facebooku i Instagramie.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *