VI SEES! – WIOSKA NORWESKA ARENDEL

VI SEES! – WIOSKA NORWESKA ARENDEL

Dziś zapraszam Was do Arendel – norweskiej osady. To idealny cel jednodniowej wycieczki z Poznania. Dojazd z centrum zabiera trochę ponad godzinę, trzeba jednak liczyć się z tym, że w kosztach wyjazdu należy uwzględnić opłaty za korzystanie z autostrady (2 x 28 zł) lub zdecydować się na dłuższy, nieco mniej komfortowy dojazd. Z drugiej strony nigdy nie wiadomo, jakie atrakcje mogą Was wtedy spotkać:). Po zjechaniu z autostrady minęliśmy przeprawę promową przez Wartę (dzieci spały, więc zrezygnowaliśmy z tej opcji), następie minęliśmy marinę, zabytkowy zespół klasztorny w Lądzie i przecięliśmy Nadwarciański Park Krajobrazowy, który z pewnością odwiedzimy podczas kolejnej wizyty.

Przed przyjazdem do norweskiej osady nie do końca wiedziałam czego się spodziewać. Celowo nie czytałam zbyt wiele na jej temat, chciałam dać się zaskoczyć:). To kolejna lokalizacja, o której dowiedziałam się od jednej z mam. W tym wypadku wystarczyło zaledwie jedno zdjęcie, aby zdecydować się na przyjazd:P.

Jakie atrakcje czekają na nas w Arendel? Zacznijmy od placu zabaw. Przyjechaliśmy w upalny dzień około godziny 12.00. Był w znacznym stopniu zacieniony, z każdą kolejną godziną naszego pobytu było tylko lepiej. W pobliżu, pod drzewem znajduje się kran, który ostatecznie wykorzystaliśmy nie tylko do mycia, ale także do zabawy (błoto zawsze spotyka się z żywym zainteresowaniem naszych dzieci:)). Na placu zabaw były obecne także inne maluchy, szybko nawiązały kontakt i… w spokoju zjedliśmy ciasto, wypiliśmy kawę:). Kupiliśmy je w małej zewnętrznej kawiarence, punkcie z pamiątkami (należność uregulowaliśmy kartą). Zaznaczam, że dostępny był tylko domowy placek z truskawkami – jego smak sprawił jednak, że nie ubolewaliśmy nad brakiem wyboru:). Po krótkiej rozmowie z właścicielami zdecydowaliśmy się na obejrzenie największego domku wynajmowanego letnikom. Podobało mi się, że był schowany wśród drzew, na uboczu. Jego wystrój utrzymano w skandynawskim klimacie. Myślę, że wybierzemy się do Arendel na kilka dni w tym roku. Przy okazji analizy potencjalnych kosztów pobytu dowiedzieliśmy się, że w takich sytuacjach cena jest niższa niż dla pojedynczego noclegu, dokładne stawki po przeliczeniu można sprawdzić na stronie.

Wioska dla osób „z zewnątrz” jest dostępna jedynie w niedziele. Za wstęp należy wówczas zapłacić 10 zł – za dorosłego oraz 6 zł – za dziecko powyżej 3 roku życia. Zwiedzanie obiektu trwa zazwyczaj około godzinę, my spędziliśmy w Arendel ponad 3:). Warto wziąć ze sobą prowiant, na miejscu oprócz ciasta i kawy możecie kupić napoje i lody. Właściciele zachęcają do organizacji rodzinnego grilla – udostępniają stanowisko, drewno, koce.

Po zabawie na placu zabaw odwiedziliśmy zagrody koni szetlandzkich, reniferów. Pożyczyliśmy wózki, które stanowiły dla dzieci niemałą atrakcję (warto posadzić je bliżej przedniej osi, tak jest bezpieczniej). Podczas krótkiego spaceru odkryliśmy balię ukrytą wśród drzew. Spodobała nam się także duża wydma w pobliżu kawiarni. Piasek ma bardzo drobne ziarno, jest miły w dotyku, na szczycie rozłożono leżaki, to idealne miejsce do za zażywania „kapieli słonecznych”:). Miłośnicy aktywnego wypoczynku mogą tutaj pograć w piłkę plażową, pobiegać, powspinać się na wzniesienie, rozciąga się z niego ładny widok na skandywanwskie zabudowania.

Arendel położone jest wśród lasów – myślę, że to dobra baza wypadowa dla pieszych, rowerowych wycieczek. W pobliżu organizowane są spływy kajakowe na Warcie, można odwiedzić marinę w Lądzie (lokal niestety nie jest klimatyzowany, nie ma możliwości zapłaty kartą), Nadwarciański Park Krajobrazowy. W stodole można wyprawić duże rodzinne przyjęcie utrzymane w rustykalnym klimacie. Wioska norweska musi też pięknie wyglądać jesienią i zimą, gdy pojawią się tematyczne dekoracje i … Św. Mikołaj w prawdziwych saniach. Renifery stacjonują tam przez cały rok:P.

Zachęcam Was do odwiedzenia Arendel. Wiem, że dojazd zajmuje chwilę, wiąże się z poniesieniem pewnych kosztów, ale było to unikatowe doświadczenie. Dzieci nie chciały stamtąd wyjeżdżać, wracały na plac zabaw wielokrotnie, stale wynajdywały dla siebie nowe atrakcje. Po pobycie w norweskiej wiosce zgodnie stwierdziliśmy z JJ-em, że musimy częściej wyszukiwać miejsca, w których będziemy mogli na chwilę się zatrzymać, odpocząć, spędzić beztrosko kilka godzin na łonie przyrody. Mam nawet pomysł, na kolejny wypad zgodny z tymi założeniami. Przeczytacie o nim w jednym z kolejnych wpisów:).

 

Lokalizacja

 

 

Daria Panek-Płókarz

Jestem mamą czteroletniego Gee i dwuletniej Barbie. Lubię tapasy, piesze wędrówki, spływy kajakowe, Iris Apfel i Suwalski Park Krajobrazowy. W 2018 roku dodałam do tej listy prowadzenie bloga;). Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, zachęcam również do obserwowania Poznańskiej Spacerówki na Facebooku i Instagramie.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *