W LEŚNICZÓWCE ZA LASEM – ŚNIEŻYCOWY JAR

W LEŚNICZÓWCE ZA LASEM – ŚNIEŻYCOWY JAR

Kolejny post. Przyznaję, że pisząc go, wcale nie miałam pewności, że i tym razem uda mi się go opublikować we wtorek;). Miałam wyjątkowo mało czasu na jego opracowanie, odłożyłam nawet prasowanie o dwa dni, żeby zdążyć;). Oczywiście mogłabym zamieścić go później, ale dobrych nawyków się nie zmienia. Obecnie dużo się u nas dzieje – JJ drugi raz wyjechał w kilkudniową delegację (to dla nas istotne odstępstwo od rutyny) i powoli przygotowujemy się do powrotu do naszego mieszkania. Staramy się również korzystać z pięknej pogody – w poprzedni weekend stało się to pretekstem do długo wyczekiwanej wizyty w Śnieżycowym Jarze :).

Na początek podzielę się z Wami garścią informacji technicznych. Jeżeli chcecie podziwiać śnieżyce w okresie „kulminacji kwitnienia”, powinniście wybrać się do rezerwatu w jeden z dwóch wiosennych weekendów – w 2018 roku wypadły one w dniach 7-8 oraz 14-15 kwietnia. Nadal nie jest więc za późno, aby tam pojechać:P. Informacje o bieżącej sytuacji możecie śledzić na profilu Nadleśnictwa Łopuchówko na Facebooku oraz na stronie internetowej. Warto zaznaczyć, że w tygodniu ruch turystyczny nie jest dopuszczony ze względu na lokalizację jaru na terenie poligonu Biedrusko.

 

Dla turystów przygotowano trzy parkingi:

  • od strony Uchorowa, przy leśniczówce (nasz wybór);
  • we wsi Starczanowo,
  • przy lesie od strony wsi Starczanowo.

 

 

Nasza wyprawa

Gee zasnął w aucie i po dotarciu na miejsce był w kiepskim nastroju (jak zawsze po krótkiej drzemce). Gdyby nie to, pewnie cieszyłby się z wyprawy do lasu, maszerowania z kijkiem, obserwowania mrowiska czy śladów pozostawianych przez nasze buty… czyli wszystkich tych rzeczy, które leżą w kręgu zainteresowań (prawie) każdego dwulatka:). Zamiast tego chciał…APA! Cóż… bazując na dotychczasowych doświadczeniach wiedzieliśmy, że musimy po prostu poczekać, aż humor mu się poprawi. Dziś trochę żałuję, że nie zdecydowaliśmy się na przewiezienie Gee spacerówką – trasa była przejezdna i plecy JJ-a nie ucierpiałyby tak bardzo. Dodam, że cały spacer (w obie strony) zajął nam około 3 godziny, co stanowiło dla nas później niemałe zaskoczenie:).

Aby dotrzeć do rezerwatu musieliśmy przejść 2-2,5 km. Las na tym odcinku był naprawdę malowniczy – myślę, że wrócimy tam w któryś letni weekend. Pomimo sporej ilości aut na parkingu, nie odczuwało się mocno obecności tłumów; gęsto zrobiło dopiero wtedy, gdy dotarliśmy do celu.

Ścieżkę turystyczną wytyczono skrajem Śnieżycowego Jaru. Spotkałam się gdzieś z opinią, że drewniane kładki, pomosty, mogłyby być poprowadzone także w głębi, przy strumieniu. Myślę, że miejsce to straciłoby wtedy trochę ze swojego uroku – nadleśnictwo nieprzypadkowo używa przy jego opisywaniu określenia „spektakl”. Trudniej byłoby też pewnie zapanować nad masami turystów polujących na to jedno, najlepsze ujęcie. À propos – nie udało mi się zrobić makro zdjęcia pt. „ostra śnieżyca, rozmazane tło” – z Barbie w nosidle było to właściwie niemożliwe. Mam nadzieję, że wybaczycie mi, że podczas czytania tego wpisu nie zyskaliście okazji, aby przyjrzeć się tej roślinie z naaaaaprawdę bliska:P.

Gee chciał koniecznie wejść w interakcję z pilnującymi porządku leśniczymi. Oczywiście, jak przyszło, co do czego, zawstydził się i to my musieliśmy zapytać, gdzie mieszkają. Wbrew obiegowym opiniom – nie w leśniczówce za lasem, tylko w Swarzędzu:P. I druga kwestia – była wśród nich dziewczyna – zastanawialiśmy się, jak prawidłowo należałoby ją określić, ze względu na wykonywaną pracę…? Po zaczerpnięciu wiedzy u źródła okazało się, że to była po prostu ‚leśnik’ (nie odmieniamy). W Internecie możecie natrafić na takie wynalazki, jak LEŚNICZA (leśniczyna to żona leśniczego). Nie znajdziecie go jednak w żadnym słowniku. To kalka istniejącego słowa ‘motornicza’ (sic!) :).

I na koniec ciekawostka, której nie udało mi się nigdzie wcześniej zgrabnie wpleść, a koniecznie chcę się nią z Wami podzielić – czy wiecie, że śnieżyce zostały tam prawdopodobnie posadzone w końcu XIX w?

Wygląda na to, że zdążyłam. Jutro mogę spokojnie prasować.

 

Lokalizacja

 

 

Daria Panek-Płókarz

Jestem mamą czteroletniego Gee i dwuletniej Barbie. Lubię tapasy, piesze wędrówki, spływy kajakowe, Iris Apfel i Suwalski Park Krajobrazowy. W 2018 roku dodałam do tej listy prowadzenie bloga;). Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, zachęcam również do obserwowania Poznańskiej Spacerówki na Facebooku i Instagramie.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *