Dowiedz się, dokąd warto wybrać się z dziećmi!

W LEŚNICZÓWCE ZA LASEM – ŚNIEŻYCOWY JAR

W LEŚNICZÓWCE ZA LASEM – ŚNIEŻYCOWY JAR

Kolejny post. Przyznaję, że pisząc go, wcale nie miałam pewności, że i tym razem uda mi się go opublikować we wtorek;). Miałam wyjątkowo mało czasu na jego opracowanie, odłożyłam nawet prasowanie o dwa dni, żeby zdążyć;). Oczywiście mogłabym zamieścić go później, ale dobrych nawyków się nie zmienia. Obecnie dużo się u nas dzieje – JJ drugi raz wyjechał w kilkudniową delegację (to dla nas istotne odstępstwo od rutyny) i powoli przygotowujemy się do powrotu do naszego mieszkania. Staramy się również korzystać z pięknej pogody – w poprzedni weekend stało się to pretekstem do długo wyczekiwanej wizyty w Śnieżycowym Jarze :).

Na początek podzielę się z Wami garścią informacji technicznych. Jeżeli chcecie podziwiać śnieżyce w okresie „kulminacji kwitnienia”, powinniście wybrać się do rezerwatu w jeden z dwóch wiosennych weekendów – w tym roku wypadły one w dniach 7-8 oraz 14-15 kwietnia. Nadal nie jest więc za późno, aby tam pojechać:P. Informacje o bieżącej sytuacji możecie śledzić na profilu Nadleśnictwa Łopuchówko na Facebooku oraz na stronie internetowej. Warto zaznaczyć, że w tygodniu ruch turystyczny nie jest dopuszczony ze względu na lokalizację jaru na terenie poligonu Biedrusko.

 

Dla turystów przygotowano trzy parkingi:

  • od strony Uchorowa, przy leśniczówce (nasz wybór);
  • we wsi Starczanowo,
  • przy lesie od strony wsi Starczanowo.

 

 

Nasza wyprawa

Mały Ogr zasnął w aucie i po dotarciu na miejsce był w kiepskim nastroju (jak zawsze po krótkiej drzemce). Gdyby nie to, pewnie cieszyłby się z wyprawy do lasu, maszerowania z kijkiem, obserwowania mrowiska czy śladów pozostawianych przez nasze buty… czyli wszystkich tych rzeczy, które leżą w kręgu zainteresowań (prawie) każdego dwulatka:). Zamiast tego chciał…APA! Cóż… bazując na dotychczasowych doświadczeniach wiedzieliśmy, że musimy po prostu poczekać, aż humor mu się poprawi. Dziś trochę żałuję, że nie zdecydowaliśmy się na przewiezienie Małego Ogra spacerówką – trasa była przejezdna i plecy JJ-a nie ucierpiałyby tak bardzo. Dodam, że cały spacer (w obie strony) zajął nam około 3 godziny, co stanowiło dla nas później niemałe zaskoczenie:).

Aby dotrzeć do rezerwatu musieliśmy przejść 2-2,5 km. Las na tym odcinku był naprawdę malowniczy – myślę, że wrócimy tam w któryś letni weekend. Pomimo sporej ilości aut na parkingu, nie odczuwało się mocno obecności tłumów; gęsto zrobiło dopiero wtedy, gdy dotarliśmy do celu.

Ścieżkę turystyczną wytyczono skrajem Śnieżycowego Jaru. Spotkałam się gdzieś z opinią, że drewniane kładki, pomosty, mogłyby być poprowadzone także w głębi, przy strumieniu. Myślę, że miejsce to straciłoby wtedy trochę ze swojego uroku – nadleśnictwo nieprzypadkowo używa przy jego opisywaniu określenia „spektakl”. Trudniej byłoby też pewnie zapanować nad masami turystów polujących na to jedno, najlepsze ujęcie. À propos – nie udało mi się zrobić makro zdjęcia pt. „ostra śnieżyca, rozmazane tło” – z Barbie w nosidle było to właściwie niemożliwe. Mam nadzieję, że wybaczycie mi, że podczas czytania tego wpisu nie zyskaliście okazji, aby przyjrzeć się tej roślinie z naaaaaprawdę bliska:P.

Mały Ogr chciał koniecznie wejść w interakcję z pilnującymi porządku leśniczymi. Oczywiście, jak przyszło, co do czego, zawstydził się i to my musieliśmy zapytać, gdzie mieszkają. Wbrew obiegowym opiniom – nie w leśniczówce za lasem, tylko w Swarzędzu:P. I druga kwestia – była wśród nich dziewczyna – zastanawialiśmy się, jak prawidłowo należałoby ją określić, ze względu na wykonywaną pracę…? Po zaczerpnięciu wiedzy u źródła okazało się, że to była po prostu ‚leśnik’ (nie odmieniamy). W Internecie możecie natrafić na takie wynalazki, jak LEŚNICZA (leśniczyna to żona leśniczego). Nie znajdziecie go jednak w żadnym słowniku. To kalka istniejącego słowa ‘motornicza’ (sic!) :).

I na koniec ciekawostka, której nie udało mi się nigdzie wcześniej zgrabnie wpleść, a koniecznie chcę się nią z Wami podzielić – czy wiecie, że śnieżyce zostały tam prawdopodobnie posadzone w końcu XIX w?

Wygląda na to, że zdążyłam. Jutro mogę spokojnie prasować.

 

Lokalizacja na naszej mapie

 

 

Daria Panek-Płókarz

Mama Małego Ogra i Barbie. Lubi tapasy, piesze wędrówki, Iris Apfel i Suwalski Park Krajobrazowy. Od jakiegoś czasu również prowadzenie bloga;). Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, zachęcam również do obserwowania Poznańskiej Spacerówki na Facebooku i Instagramie:).



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *